Batman: Arkham Asylum – Powrót do gry 10 lat później

Zawiera Batman: Arkham Asylum – Powrót do gry 10 lat później

Spójrzmy wstecz na grę, która podniosła poprzeczkę dla gatunku superbohaterów, Rocksteady’s Batman: Arkham Asylum…

Choć może się to teraz wydawać dziwne, sztuka dostosowywania superbohaterów do gier wideo nie zawsze była tak wysoka, jak tematy, które przedstawiają. Przed 2009 r. rzadko udawało im się uciec z terytorium „meh”, jeśli w ogóle.

Superman 64 widział Człowieka ze Stali walczącego z chmurami gazu Kryptonit, X-Men nieustannie wyrządzali niesprawiedliwość we wszystkim, co nie miało „Legend” jako podtytułu, i podczas gdy Treyarch czerpał z sukcesów GTA III dla ukochanego Spider-Man 2, kto mógłby zapomnieć tę okropną grę typu tie-in z filmu Iron Man, w której strzelałeś rakietami do niekończących się fal czołgów i helikopterów? my nie!

Wszystko zmieniło się, gdy stosunkowo nieznany programista o nazwie Rocksteady postanowił przeciwstawić się temu, co było wcześniej, decydując się nie opierać swojej interpretacji Mrocznego rycerza DC na żadnej nadchodzącej wersji filmowej, a zamiast tego posuwać się naprzód z oryginalnym ujęciem. Wydany w 2009 roku Batman: Arkham Asylum spotkał się z uznaniem zarówno komercyjnym, jak i krytyków, kładąc podwaliny pod wiele innych gier (nie tylko tych opartych na superbohaterach), które od tamtej pory są budowane.

W roku 10. rocznicy powstania uznaliśmy, że warto podkreślić, dlaczego Batman: Arkham Asylum jest tak wspaniały…

Wspomnij Batman: Arkham Asylum, a od razu przyjrzysz się niesławnej obietnicy Rocksteady, że pozwoli ci „być Batmanem”. To twierdzenie, które wielu wzruszyło ramionami jako typowy marketingowiec przed wydaniem, ale wystarczy chwila obchodzenia się z chłopcem Brucie, aby zdać sobie sprawę, że to nie była fałszywa przechwałka. Walka jako Batman jest tak brutalna, jak powinna, a pięści Zamaskowanego Krzyżowca uderzają we wrogów ciężarem przypominającym worki z piaskiem pełne cementu.

Czytaj także  The Umbrella Academy: Justin Min nie wie, jak zginął Ben, więc przestań mu przeszkadzać

Unikanie ciosów nożem, oszałamianie bandytów jednym machnięciem peleryny… Te działania, w połączeniu z nowym podejściem do opartego na kombinacjach systemu walki w zwarciu, nazwanego przez Rocksteady „swobodną walką”, pozwalają ci żyć fantazją bycia strażnikiem ze szpiczastymi uszami z tatusiem problemy, gdy wyzwoliłeś lawinę lekkich ciosów i kopnięć, szybko przechodząc między nimi. Batman miał również możliwość blokowania i kontrowania nadchodzących ataków, co oznaczało, że można było z łatwością przejść przez całą falę wrogów, nie otrzymując ani jednego trafienia. Sama walka Freeflow wystarczyłaby, by sprzedać Arkham Asylum jako najlepszy symulator Batmana, ale jest jeszcze bardziej ulepszona dzięki wszystkim dopracowanym elementom.

Ograniczony do krętych korytarzy, które tworzą tajemniczy azyl Gotham City, Batman nie jest całkiem krzepki – od czasu do czasu musi wykonać prawdziwą pracę dochodzeniową. W końcu jest największym detektywem na świecie. Łączenie zagadek i tajemnic w ścianach azylu dało graczom szansę poznania innej strony Mrocznego Rycerza, tak często ignorowanej w filmach, które zazwyczaj przedkładają bicie pięścią nad wykrywanie.

Jest też element skradania się, który tak często schodzi na drugi plan w filmach. Na szczęście Arkham Asylum zawierał tryb Predator, który pozwolił ci zniszczyć pokój pełen złych. Przeskakiwanie od gargulca do gargulca i czekanie na idealny moment do ataku, podwiązywanie osoby, a następnie wystraszanie reszty celnym rzutem batarangiem nigdy się nie znudziło. Zmusiło to również graczy do zastosowania odrobiny strategii, takiej jak wyciąganie pionków na szachownicy. Dodało to trochę złożoności do rozgrywki.

Podczas gdy jego kontynuacje rozszerzyły zakres i spektakl serii, należy uszanować ograniczenie Batmana do mniejszej lokacji w otwartym świecie w Arkham Asylum. Rocksteady wykorzystał to ustawienie na swoją korzyść, włączając elementy Metroidvanii, które zleciły Batmanowi cofnięcie się przez wiele połączonych ze sobą pokoi i komnat Azylu w celu znalezienia nowych tajemnic, które wcześniej przegapił. W miarę postępów Batman wyposażał się w nowe gadżety, co sprawiało, że odkrywanie nowych miejsc było przyjemniejsze. Sam azyl był gęsto upakowaną rękawicą wypełnioną trofeami Człowieka-Zagadki do upolowania i pisankami do docenienia.

Czytaj także  Za kulisami nowego Spider-Mana Marvela

Pomaga to, że chociaż jego charakter i lokalizacje były dobrze zrealizowane, fabuła Arkham Asylum była prosta, zainspirowana znacznie bardziej złożonym komiksem Granta Morrisona i Dave’a McKeana. Joker przejął instytucję w nadziei na stworzenie nadludzkiej armii przy użyciu formuły Tytana Bane’a, uwięziąc Mrocznego Rycerza wraz ze wszystkimi jego łotrami. Zarówno Mark Hamill, jak i Kevin Conroy ponownie wcielili się w role odpowiednio Batmana i Jokera, legitymizując cel Rocksteady, jakim jest uczynienie gry tak autentycznym doświadczeniem Batmana, jak to tylko możliwe. W związku z tym Hamill był w szczytowej formie, kradnąc każdą scenę swoim maniakalnym głosem, podczas gdy Conroy robił swoje najlepsze rozmyślania od czasu Batman: The Animated Series.

W Arkham Asylum ścieraliście się z tak słynnymi złoczyńcami, jak Poison Ivy, Harley Quinn i, co chyba najbardziej pamiętne, Strach na Wróble, w kilku poważnie szkicowych sekwencjach snów. To właśnie w tych sekcjach Rocksteady po raz kolejny zademonstrowało swoje przywiązanie do uniwersum DC, zagłębiając się w psychikę osieroconego Bruce’a, gdy zapuszczał się przez metaforyczny piekielny krajobraz, w którym rozpada się jego świat. Poprowadziłeś Krzyżowca w Pelerynie, próbując uniknąć reflektora przerośniętego Stracha na Wróble, bawiąc się w kotka i myszkę, aż dotarłeś na szczyt. Wymuszone sekcje ukrywania się, takie jak ta, zwykle spadają jak ołowiany balon w większości gier, ale Arkham Asylum wykorzystało to jako wymówkę, aby dodać do wiedzy w fajny sposób.

Tak inspirowany jak pierwszy wypad Rocksteady z Batmanem, w większości nawet Arkham Asylum nie mógł uniknąć niektórych pułapek, które nękają wiele współczesnych gier. Kulminacyjna walka z super podkręconym Jokerem nadal wydaje się nietypowa przez całą dekadę później, ale jakakolwiek frustracja jest przynajmniej nieco zatrzymana, gdy dowiadujesz się, że działania Clown Prince of Crime miały ciągłe reperkusje w sequelach Arkham City i Arkham Knight. Większość innych spotkań z bossami była odpowiednio na miejscu, a starcia z Galerią Łotrów Batmana były równie epickie, jak zawsze na stronie komiksu.

Czytaj także  Batman Comics: najlepsze promocje na Halloween do przeczytania

Ostatecznie Batman: Arkham Asylum oznaczało znaczącą zmianę w sposobie, w jaki świat gier wideo myślał o grach o superbohaterach, udowadniając wydawcom AAA, że licencjonowane wydania nie muszą już być wysyłane do kosza z okazjami, o ile zostaną odpowiednio potraktowane przez pasjonata. deweloperowi, który dbał o własność intelektualną. Rocksteady przekroczyło oczekiwania, jeśli chodzi o obsługę Batmana w Arkham Asylum, dopracowując takie pomysły, jak tryb Predator, różnorodność gadżetów i swobodna walka w późniejszych tytułach – do tego stopnia, że ​​ten ostatni został naśladowany niezliczoną ilość razy w grach takich jak Śródziemie: Cień Mordoru , Mad Max i Marvel’s Spider-Man.

Obecnie nie mamy pojęcia, co czeka Rocksteady i Batmana. Cokolwiek to jest, możesz się jednak założyć, że gracze skorzystają z okazji, by jeszcze raz wymamrotać do siebie te słowa: „Jestem Batmanem”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *