Sailor Moon Crystal: Act 24 – Recenzja ataku/Czarnej Damy

Recenzje Sailor Moon Crystal: Act 24 – Atak/recenzja Czarnej Damy

Wreszcie odcinek pełen akcji, suspensu, mitologii i postaci. Miejmy nadzieję, że Sailor Moon Crystal to utrzyma.

Nemezis w końcu zbliża się do naszych bohaterów powolnym spalaniem w ziemskiej atmosferze, jego zła energia niszczy wszystko, czego dotknie, i daje mi retrospekcje z Maski Majory. Podczas gdy Wiseman ujawnia swoją prawdziwą naturę, nadszedł czas, aby Sailor Senshi rzuciła się na Czarną Damę, a ona okazuje się być potężnym przeciwnikiem, nie tylko pod względem surowej mocy, ale także wojny psychologicznej, niosąc wypraną z mózgu Tuxedo Mask jako jej koleś z trofeum, grający na wszystkich niepewnościach Usagi. Dimande i Saphir również służą Wisemanowi, ale Demande ujawnia asa w rękawie: nigdy nie został poddany praniu mózgu. Po rozprawieniu się z własnym bratem (to jest jakieś metalowe gówno), idzie po oba Srebrne Kryształy i próbuje spowodować poważne zniszczenie, dotykając ich, co najwyraźniej przypomina przekraczanie strumieni: delikatnie mówiąc… źle. Nikt nie jest fizycznie wystarczająco blisko Demanda, aby udaremnić jego próbę. Czas się skończył. Gdyby tylko nasi bohaterowie znali kogoś, kto potrafi bawić się czasem…

Zanim przejdę do właściwej recenzji, chciałbym pozdrowić Johna, jednego ze stałych bywalców komentarzy, który zwrócił uwagę, że nie mówiłem zbyt wiele o podkładzie głosowym w tej serii, co jest słuszna uwaga.

Powiem, że casting do Chibi-Usa/Black Lady był całkiem niezły, podobnie jak Sailor Pluto. Te występy są gwiazdorskie. W rzeczywistości cała obsada „Czarnego Księżyca” jest raczej znakomita, z wyjątkiem, jak sądzę, Wisemana. To osobiste preferencje i niewątpliwie kulturowe uprzedzenia, ale uważam, że ten cały maniakalny falset schtick jest odrażający. To ma wyglądać na niepokojąco niestabilne/szalone lub być przesadą chwiejności wokalnej starych ludzi (ponieważ stare równa się czarodziej), ale dla mnie brzmi to trochę dziwnie i głupio. To nie sprawia, że ​​Wiseman brzmi przerażająco. To tylko sprawia, że ​​brzmi komicznie, jak ktoś, kto jest tak zafascynowany własną niegodziwością, że w każdej chwili ma się przewrócić i tarzać po podłodze z chichotem. Nie straszne. Przepraszam.

Jeśli chodzi o naszą główną obsadę, jest Kotono Mitsuishi jako Usagi/Sailor Moon i chociaż zdecydowanie doceniam ponowne wcielenie się w tę seiyuu (aktorkę głosową) w prawdopodobnie jej najbardziej kultowej roli, coś subtelnego stało się z jej głosem w ciągu ostatnich 20 lat. To nic przeciwko niej. Jest to całkowicie uzasadniony produkt uboczny starzenia się, ale jest coś, co jest odrobinę bardziej piskliwe i marudne, co trochę obniża wydajność. To sprawia, że ​​żałuję, że po prostu nie poszli z nowym seiyuu dla Usagi, aby zrobić z tego zupełnie nową obsadę, biorąc pod uwagę, że jest jedyną pozostałością po anime z lat 90-tych. A inne Senshi? Wykonują dobrą robotę. Żaden z ich głosów nie brzmi nienaturalnie, ale Jupiter jest jedynym, który naprawdę ma jakiś smak. Reszta jest raczej do zapomnienia. Odwrotnie można powiedzieć o Beryl i Shitenou, którym dano głosy, które były zarówno pasujące, jak i odrębne.

Czytaj także  Czarne Żagle i Piraci z Wyspy Skarbów

W sumie jednak głos grający w Crystal, choć nie zawsze zapada w pamięć, jest z pewnością na tyle solidny, że w całej mojej krytyce serialu ledwo się pojawia i nigdy nie jest negatywny.

A teraz szczegóły tego odcinka…

„Akt 24: Atak/Czarna Dama” ma naprawdę solidną akcję, której emocjonalny wpływ opiera się w całości na zestawieniu z poprzedniego odcinka. W ostatnich kilku odcinkach pojawił się schemat naprzemiennych odcinków, które są głównie ekspozycją i wpatrywaniem się w pępek, oraz epizodami, które są ciężkie pod względem akcji i opłacalności. Zastanawiam się, o ile średnio te odcinki byłyby lepsze, gdyby trwały po prostu godzinę. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to standardowa procedura operacyjna w serializowanych anime. To prawie pół godziny lub popiersie, ale nadal uważam, że godzinny format mógł lepiej służyć stylowi narracji Takeuchiego, rozszerzając akty, które są kompletne, ale pospieszne, i łącząc wolno palące się pseudo-dwuczęściowe w solidne kompletne odcinki .

Ten problem z tempem rodzi pytanie o kolejne dwa łuki mangi i o to, w jaki sposób grałyby, gdyby były animowane w innym sezonie Sailor Moon Crystal. Począwszy od „Infinity”, każdy akt mangi jest o około 50% dłuższy niż w „Dark Kingdom” i „Black Moon”. Bez względu na to, jak bardzo te dwa pierwsze łuki ucierpiały z powodu starego chwytu i zakładki, nie ma możliwości, aby każdy akt „Nieskończoności” i „Snu” przetrwał proces adaptacji bez całkowitego wypatroszenia. Mając to na uwadze, czy spowodowałoby to rozszerzenie każdego aktu na dwa odcinki lub ponowne dostosowanie przerw narracyjnych, tak aby dwa akty mangi obejmowały około trzech odcinków? I jak wpłynęłoby to na przyjemność z materiału? Możesz odrzucić całą retorykę purystów / apologetów, jaką chcesz, ale historia, która ucina się w środku (nie to samo, co część pierwsza właściwego dwuczęściowego zakończenia na klifie) musi stanowić poważny przypadek narracji niebieskie piłki. A odcinek 14 Crystal boleśnie wyjaśnił, że wykorzystanie pierwszej połowy odcinka do zakończenia jednej historii, a drugiej połowy do rozpoczęcia innej, sprawia, że ​​oglądanie jest bardzo narracyjnie i emocjonalnie chaotyczne. Gdyby co drugi odcinek to po prostu nie zadziałało.

Czytaj także  Fantastyczna Czwórka do walki z Antytezą Galactusa

Myślę, że optymalnym rozwiązaniem byłoby pozostanie wiernym wszystkim punktom fabularnym „Nieskończoności” w ramach radykalnej przebudowy łuku, który lepiej odpowiadałby historii i potrzebom narracji seryjnej w medium audiowizualnym. Ale to faktycznie byłoby satysfakcjonujące i miałoby sens, więc wiesz, że nigdy tego nie zrobią.

Jeśli chodzi o ruchy postaci w tym odcinku, podczas gdy mamy zabawny i nieoczekiwanie złożony zwrot z całymi 180 Demande, ten odcinek skupia się głównie na Black Lady i Sailor Pluto.

Rzeczy, które dostajemy z Black Lady, są tak cholernie DOBRE. Jest mrocznie, brutalnie, jej działania naprawdę pokazują, jak bardzo jest zła i pokręcona. Odzwierciedlając moje odczucia powyżej, naprawdę wydaje mi się, że ten odcinek nie jest właściwym punktem kulminacyjnym, którego poprzedni odcinek nigdy nie osiągnął. Niemal każdy punkt fabularny w ostatnim odcinku, od rekrutacji braci Black Moon przez Czarną Damę i psychicznego zajęcia ich przez Wisemana, po jej spotkanie z Senshi w pałacu, wszystko to dochodzi tutaj do naprawdę satysfakcjonującego crescendo.

Nie znaczy to, że wszystko, co otacza Czarną Damę, drażni mnie we właściwy sposób. Jednym z powodów, dla których tak bardzo irytuje mnie ta cała sprawa Black Lady/Tuxedo Mask (poza oczywistym kazirodztwem), jest to, że właśnie widzieliśmy tę dynamikę w poprzedniej historii. Pomijając specyfikę Bloodline, jest to niemal idealne faksymile ostatniej trzeciej części „Dark Kingdom”. Mamoru zostaje poddany praniu mózgu przez główną nikczemność sezonu, która chce go tylko dla siebie jako kochanka i stawia go przeciwko Sailor Moon, która używa swoich uzdrawiających łez, by odwołać się do jego pozostałego człowieczeństwa. Na przykład, to naprawdę Beryl 2.0, tylko bardziej obrzydliwy, ponieważ to jego córka próbuje wskoczyć na jego joystick.

Chodź teraz. Czy to jedyny sposób, w jaki możemy wywołać konflikt między Usagi i Mamoru? A dwa razy z rzędu? To trochę leniwe, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że jest w nich tak wiele rzeczy, które można wydobyć na potrzeby dramatu. A co z faktem, że są to bardzo różni ludzie. Czy powinni być razem pomimo pewnej nominalnej niezgodności tylko dlatego, że w przeszłości byli kochankami? Czy Usagi i Mamoru naprawdę się kochają, czy to tylko duchowa pozostałość Serenity i Endymion, która przejmuje kontrolę nad ich obecnym życiem? I to nawet nie dotyka wprowadzenia alternatywnych potencjalnych zalotników, którzy mogliby lepiej dla nich pasować (przynajmniej na papierze) niż dla siebie nawzajem. Na przykład, czy możesz sobie wyobrazić, że Mamoru poznał dziewczynę z college’u przez Motoki i Reikę, która była naprawdę na jego poziomie niż Usagi, naprawdę dobrze się wibrowali, mieli wspólne zainteresowania, byli trochę bliżsi dojrzałości, a on umawiał się z nią przez jakiś czas… tylko odkryć, że są zbyt podobni, że jego serce naprawdę jest z Usagi i potrzebuje odrobiny głupoty i idealizmu w swoim życiu? Gdzie ta fabuła? Och, znowu jesteśmy porwani i zgwałceni mózgowo? W porządku. Kontynuować. A co do wszystkich innych…

Czytaj także  Najlepsze nowe książki fantasy w 2019 roku

W dość fajnym zwrocie, złe oko, które Wiseman rzucił księciu Dimande, odbiło jego pranie mózgu, a Demande od tamtej pory gra Wisemana, udając jego niewolnika. Nie żeby to przynosiło wiele dobrego, ponieważ Saphir jest w rzeczywistości pod urokiem Wisemana. Atakuje swojego Dimande, który niechętnie zabija go w samoobronie. To naprawdę słodko-gorzkie, pokręcone gówno Kaina i Abla… a jednak tak naprawdę nie obchodzi mnie to. Relacja braci nie była zbyt dobrze ułożona. Dostaliśmy trochę od Saphira w jego monologu do Usagi kilka odcinków temu, ale to wszystko. Naprawdę tego nie czułem. Ani też Demande, przynajmniej nie dłużej niż przez chwilę, zanim wróci do swojego całego złego ducha umysłu.

Szczerze mówiąc, najlepszą częścią tego było oderwanie się Demanda od Wisemana, by stać się jego własnym złem. Ten pomysł rozbicia Srebrnych Kryształów jest nihilistycznie genialny i ma się udać, gdy… dobrze, wszyscy wiemy, co nadchodzi. Nawet jeśli nie czytałeś mangi, jest całkiem oczywiste, że w ostatniej sekundzie, kiedy nie ma innej nadziei i czas się skończy, ktoś z długimi, leśnymi włosami wkroczy i zatrzyma czas. I to prowadzi nas do naszej dziewczyny Plutona.

Chciałbym skorzystać z okazji, aby podziwiać, jak dobrze Pluton jest wykorzystany w wątku mangi „Czarny księżyc”, w przeciwieństwie do jej skąpych, prawie pobieżnych występów w Sailor Moon R. Ustanawia silną obecność w historii, gra. ..

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *